Łaska pańska (a konkretnie ludzka) na pstrym koniu jeździ.

Drukuj

Dzisiaj chore i ranne orły leczone są w specjalnych ośrodkach. To właśnie z myślą o nich powstał też program ORLEN dla Orłów! Ale nie zawsze tak było…

Bieliki, które jak do tej pory są głównymi beneficjentami naszej inicjatywy, były powszechnym widokiem w całej Europie jeszcze w pierwszych latach XIX wieku. Wcale to jednak nie oznaczało, że były wtedy lubiane lub podziwiane. Dodatkowo, zbliżająca się wielkimi krokami rewolucja przemysłowa zapowiadała wielkie zmiany. Wraz z nimi - dramatyczny spadek liczby wielkich ptaków.

Wszystko za sprawą broni palnej, która weszła wówczas do powszechnego użycia. Okazała się o wiele bardziej skuteczna, niż dotychczasowe trucie, zakładanie sideł, zabijanie piskląt, niszczenie jaj i gniazd. Los wszystkich zwierząt, które powszechnie zabijano na stół, albo na paszę dla świń, albo na nawóz(!), albo, tak jak bieliki, celem wyeliminowania konkurencji, był przesądzony! Ani bielik, ani żadne inne zwierzę na muszce, ani wtedy, ani tym bardziej teraz, nie ma szans.

W Niemczech, jeszcze w połowie XIX w. każdego roku zabijano 400 bielików. (W każdym razie tyle wynika z oficjalnych rejestrów.) Jeszcze w połowie XX wieku (ok. 60 lat temu!), w niektórych krajach Europy płacono premię za każdego zabitego drapieżnego ptaka. Pieniądze wypłacano na podstawie przyniesionych głów. (Wcześniej premiowano w ten sposób m.in. zabijanie wróbli.)  

W końcu, po latach prześladowań bieliki zniknęły z większej krajów Europy, którą wcześniej zasiedlały w całości. Poza Rosją, zachowały się w szczątkowej ilości jedynie w Skandynawii, we Wschodnich Niemczech, w Polsce oraz pojedynczo w kilku innych miejscach.

W latach 50. XX wieku w Polsce gniazdowało 49 - 56 par. Byliśmy jednym z pierwszych krajów, które rozpoczęły działania ochronne. Ich skutki były już widoczne w latach 70-tych. Ale wówczas nastąpiło kolejne załamanie. Powodem były pestycydy, w tym cieszące się szczególnie złą sławą DDT: wyjątkowo ciężka chemia produkowana i używana na masową skalę w rolnictwie, jako środek owadobójczy. W tamtych czasach DDT uchodziło za synonim postępu i wskaźnik nowoczesnego rolnictwa.

Tymczasem trujące toksyny odkładały się w organizmach zwierząt. Przenosiły się na kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego, akumulując się w ciałach drapieżników zamykających ów łańcuch. Były to czasy, gdy (gołębie) grzywacze dosłownie spadały z drzew jak przysłowiowe jabłka. Łatwym posiłkiem raczyły się m.in. lisy i borsuki, których całe rodziny znajdywano martwe chociażby pod tym samym drzewem. Zginąć mógł każdy, kto wcześniej zjadł coś, co wcześniej zjadło coś zatrutego… Smutny dowód na to, że w Przyrodzie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i współzależni.

DDT miało (ma!) jeszcze jedną właściwość: raz wprowadzone do środowiska, pozostaje w nim praktycznie na zawsze. Jeśli nie zabija bezpośrednio, to upośledza różne funkcje. W przypadku ptaków – m.in. niezwykle dla nich istotną gospodarkę wapienną. Te, które przeżyły, znosiły jaja bez skorupki lub ze skorupką tak cienką, że niemożliwe było ich wysiadywanie.

Pod koniec ubiegłego wieku, długo po tym, jak wprowadzono zakaz stosowania DDT i zaniechano polowań, po raz pierwszy od blisko 200 lat, bielików zaczęło przybywać.

W 1994 populacja bielików w Polsce wynosiła już 223 pary. Dzisiaj szacuje się, że lęgnie się u nas 1000-1400 par. Po Norwegii i Rosji jesteśmy trzecią najważniejszą ostoją europejskich bielików. Bezpośrednio za nami są Niemcy, Szwecja i Finlandia. Szacuje się, że na całym kontynencie, łącznie z terytorium Rosji, jest już ok. 5 – 6,5 tys. par.

W 2006 bieliki powróciły do Holandii. Najpierw jedna para osiedliła się w niezwykłym rezerwacie Oostvaardersplassen, następnie w parkach narodowych Zwarte Meer oraz Lauwersmeerm.

Brytyjczycy nie mogli się doczekać powrotu wielkich orłów więc, jak przystało na liderów tzw. aktywnej ochrony przyrody, w roku 1975 rozpoczęli trwający do dzisiaj program reintrodukcji. Po tym jak w 1918 roku zastrzelono ostatniego anglojęzycznego bielika na Szetlandach, dzisiaj znowu są na Wyspach co najmniej 42 rewiry. Na razie tylko w Szkocji.  Ale planowane są już kolejne wsiedlenia, w innych częściach Zjednoczonego Królestwa.

Projekt prowadzą Scottish Natural Heritage oraz słynne RSPB (Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków), wspierane przez rząd, samorządy, licznych darczyńców i biznes. Same szkockie bieliki to też niezły biznes… Tylko te z wyspy Mull generują rocznie ok. 5 milionów funtów obrotu oraz pracę dla 110 osób - i to na pełnych etatach.

W projekt zaangażowana jest też Szkocka Policja. Tak to już jest, że im coś jest rzadsze tym bardziej cenne i… prowokuje element kryminalny.

Na marginesie: szkocki rząd ostatnio wyliczył, że turystyka przyrodnicza przynosi tam każdego roku 276 milionów funtów i zapewnia pracę 2763 osobom. To naprawdę niezły  wynik biorąc pod uwagę fakt, że Szkocja liczy nieco ponad 5 mln. obywateli.

W 2007 program reintrodukcji ruszył też w Irlandii. Prawie sto lat po tym, jak w 1912 roku zastrzelono ostatniego bielika. Niestety tradycyjne uprzedzenia i niechęć przetrwały. Protestują farmerzy oraz myśliwi i gamekeeperzy, czyli opiekunowie specjalnych obwodów łowieckich, gdzie „hoduje się” pardwy lub wpuszcza odchowane bażanty w celach łowieckich. Nie pomagają dowody naukowe, ani wyniki monitoringów, potwierdzające, że bieliki nie polują na jagnięta, a od pardw, czy bażantów wolą ryby lub wypady do kolonii ptaków morskich.
 
Każdego roku wiele z wypuszczanych tam ptaków zostaje zastrzelonych lub otrutych. Statystyki są na tyle wysokie, że prowadzący zastanawiają się nad etycznym sensem kontynuowania projektu i skazywania ptaków na pewną śmierć.
 
Mimo to, w 2010 roku, po stu-letniej przerwie, na Zielonej Wyspie znowu wylęgły się bieliki. I płynie w nich… polska krew! Ptaki wsiedlane w Irlandii pochodzą bowiem z Polski.
 
Z pomocą ludzi i przy zaangażowaniu wielkich funduszy lub za darmo i na własną rękę - bieliki powracają do Europy. Czy jednak na długo?
 
Współcześnie pojawiło się nowe, wcześniej w tej sakli nieobserwowane zagrożenie: wielkoprzestrzenna i globalna utrata siedlisk, czyli przestrzeni życiowej dzikich gatunków roślin i zwierząt. Przyspiesza dosłownie z każdym dniem i dotyczy każdego miejsca na Ziemi.
 
W Polsce być może największym problemem jest zabudowa rozproszona i „rozlewanie się” osiedli, w tym rekreacyjna zabudową brzegów rzek i jezior oraz kurczenie się powierzchni starych drzewostanów w pobliżu wód. W newralgicznym okresie lęgowym, ptaki niepokojone są przez turystów i wczasowiczów. Jak wszędzie, ptaki giną też rozbijając się o nieoznaczone i coraz gęstsze napowietrzne linie energetyczne.
 
W Polsce, ta jak w całej Unii, bielik objęty jest ochroną ścisłą. Wymieniony jest w Europejskiej Dyrektywie Ptasiej i Polskiej Czerwonej Księdze jako gatunek wymagający szczególnej uwagi. U nas, wokół gniazd bielików (orłów przednich, orlików, kani, rybołowów i kilku innych gatunków - w tym bocianów czarnych i puchaczy) obowiązuje strefa ochronna: przez cały rok w promieniu do 200m, a w okresie lęgowym (w przypadku bielików od 1 stycznia do 31 lipca) – w promieniu do 500 m od gniazda. Ich lokalizacja jest objęta tajemnicą prawną, aby uchronić ptaki przed niepokojeniem, w szczególności zaś przed wybieraniem jaj i piskląt, czy zabijaniem dorosłych. Wciąż jednak są tacy, co uważają, że wypchany bielik jest więcej warty niż żywy. A i wydmuszki jego jej ciągle cieszą się wzięciem wśród nielegalnych kolekcjonerów. Są wreszcie i tacy, którzy ciągle widzą w drapieżnikach konkurencję i zabijają ptaki przy nadarzającej się okazji. Każdego roku z ich rąk ginie u nas 25-35 bielików. Inne ptaki drapieżne wcale nie mają łatwiej. Wiosną 2016 roku media znowu donosiły o celowym otruciu orła przedniego w naszych górach – jednego z najwyżej 30 par żyjących w Polsce! Być może jednak najbardziej prześladowane są u nas jeszcze rzadsze rybołowy.

 
 
Jestem na pTak Bądź na pTAK
Dzięki naszej Kampanii chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na świat obok nas. Na tych wszystkich, z którymi dzielimy naszą planetę, a z którymi w gruncie rzeczy tak wiele nas łączy. Zapraszamy do współpracy i zabawy.
Bagna są dobre Bagna są dobre
W regionie Ujścia Warty wdrażamy bardzo dobry partnerski projekt - Bagna są dobre! Odtwarzamy zniszczone kiedyś mokradła. Dzięki temu zwiększamy bezpieczeństwo przeciwpowodziowe w dolnym biegu Warty i Odry.
Orlik grubodzioby Orlik Ptak Jakich Mało
Mamy ich w Polsce zaledwie 15 par. Znikają - wraz z ostatnimi bagiennymi łąkami, na których polują - i z ostatnimi podmokłymi lasami, gdzie zakładają gniazda i wychowują młode. Jedyną ostoją tych ptaków w naszym kraju jest Dolina Biebrzy. Tutaj też wdrażamy partnerski projekt.
Przywrócenie właściwego stanu ochrony podmokłych łąk i pastwisk w wybranych obszarach Natura2000 w Polsce Północnej Łąki Polski Północnej
Przywrócenie właściwego stanu ochrony podmokłych łąk i pastwisk w wybranych obszarach Natura2000 w Polsce Północnej
© Copyright by Ptaki Polskie, wszelkie prawa zastrzeżone.